Władca Pierścieni- wspaniałe meh?

Biżuteria pełni ważną rolę w naszym społeczeństwie. Diamentowe kolei, sznury pereł pokazują wysoki status posiadacza, pierścionek z diamentem to najważniejszą część (filmowych) zaręczyn. Jednak jest jeden pierścień, który zrewolucjonizował gatunek fantasy nie tylko książkowy, ale również filmowy. Mowa oczywiście o Jedynym Pierścieniu, który rządzi pozostałymi w świecie Władcy Pierścieni.

pierscien

Można powiedzieć że większość współczesnego fantasy bazuje na dziele J. R. R. Tolkiena. To przez niego elfy są dumne, wyniosłe i żyją w zgodzie z naturą. Krasnoludy za to są dzielnymi górnikami, kochającymi drogocenne kamienie i dobra bijatykę. (No dobra, on wziął to z mitologii skandynawskich, ale przyczynił się do spopularyzowania elfów i krasnoludów). Historia opowiedziana w Władcy Pierścieni, kontynuacji Hobbit, czyli Tam i z Powrotem jest jednocześnie prosta i rozbudowana. Z pozoru prosta historia niziołka, który musi zniszczyć pierścień przejmujący nad nim panowanie, jest sposobem na opowiedzenie większej historii. Opowieści walki dobra ze złem, które wkracza w spokojny świat. Mamy tu walkę “magiczną” między Sarumanem i Gandalfem, historię uchodźców (elfów) zmuszonych opuścić dotychczasowe miejsce zamieszkania, jest wątek ekologiczny w którym drzewa same otrzymują głos i muszą walczyć z wycinką lasu.

Przed wyzwaniem zekranizowania tak “epickiej” powieści stanął Peter Jackson. Podobnie jak wydawcy książek postanowił rozdzielić fabułę między trzy filmy (Tolkien napisał LotR jako sześcioksiąg, jednak wydawca naciskał na trzy tomy). Każda z trzech części odniosła wielki sukces kształtując filmowe fantasy. Jak wiadomo, nie może w gatunku zabraknąć walk wielkich armii, najlepiej wspieranych przez postacie nadprzyrodzone, czy to elfy, duchy czy wielkie ptaki. Ważne są również postacie magów, elfów, krasnoludów, czy jakiegokolwiek ludu innego niż ludzie. Widać to w Eragonie (bardziej książkowym, ale film również wykorzystuje ten motyw), jest to w Warcrafcie, korzysta z tego Harry Potter, nawet Piraci z Karaibów, a oczywiście powtarza to Hobbit.

lotrrTworząc swoją wersję Śródziemia Jackson postawił na rozmach. Są szerokie plany ukazujące jak mali są bohaterowie wobec ogromu ich misji, piękne lokacje takie jak Rivendell pokazujące przepych i gust elfów, ciemne kopalnie w których może czaić się zło. Filmy wyglądają świetnie, nie mam wątpliwości, że tak wyglądało Śródziemie. Aż chce się pojechać do Nowej Zelandii pospacerować w tych samych miejscach co bohaterowie.

Mając do dyspozycji świetny materiał źródłowy, czerpiący z baśni i mitologii Jackson postawił nie tylko na efekty wizualne, lecz również, a może zwłaszcza, na bohaterów. Osobiście uwielbiam hobbitów. Samwise Gamgee skradł moje serce swoim optymizmem, wiernością i prostolinijnością. Merry i Pippin może spełniają funkcję comic relief, co wychodzi świetnie, jednak sceny poważne również w ich wykonaniu, czy to w Rohanie, cy w Gondorze wypadają znakomicie. Jednocześnie wciąż są to ci kochający jedzenie i dobry tytoń hobbici. Gandalf to chyba obok Dumbledore’a najbardziej znany czarodziej – mentor, nie zawsze dający proste podpowiedzi, jednak potężny, gotów walczyć o dobro. Aragorn przechodzi przemianę z łazika, który nie jest zainteresowany swoim dziedzictwem, w króla, który nie zawaha się poprowadzić wojska do bitwy mogącej zmienić losy świata. Trochę szkoda Froda. O ile jego rola jest dość ważna, to paradoksalnie Elijah Wood nie ma za wiele do grania. Oczywiście nie można zapomnieć o występie Andy’ego Serkisa, który wcielił się w rolę Golluma tak dobrze, że gdy tylko potrzeba aktora potrafiącego w motion capture pojawia się Serkis.

precious

Muzyka w filmie spełnia bardzo ważną rolę w budowie klimatu i charakteru danego obrazu, a we Władcy Pierścieni jest to muzyka wręcz mistrzowska. Nie tylko podkreśla sceny, również doskonale odpowiada bohaterom, ich uczuciom. Czyli robi dokładnie to co muzyka filmowa powinna robić, jednocześnie zapamiętuje się ją na dłużej niż do końca seansu.

Rozumiem, dlaczego ludzie kochają trylogię, są w stanie poświęcić weekend na obejrzenie wszystkich części w edycji rozszerzonej i z komentarzem, jednak, ja nie należę do tych osób. Kocham Hobbita (książkę), pierwszą i drugą część potrafię obejrzeć, jednak nie jestem fanką trzeciej. Podobają mi się w niej przygody Froda i Sama, pieśń Pippina jest poruszająca do granic, jednak reszta wątków mnie… nudzi? Nie jestem fanką scen batalistycznych, na których opiera się większa część trylogii. Wydaje mi się, że filmy są za długie. Większość trzeciej części można przewinąć, nie tracąc kawałka fabuły. W fantastyce bardziej podoba mi się przedstawienie świata, rozwijanie tajemnicy niż moment kulminacyjny. Początki Harry’ego Pottera, początkowe rozdziały Eragona są dla mnie bardziej fascynujące niż walka z Voldemortem, czy Cieniem Durzą, i może w tym mój problem. Za dużo walki, za mało podróżowania.

Każdy powrót do Śródziemia sprawia jednak, że coraz bardziej lubię ten świat. Może za kilka lat będę całkowicie przekonana do Władcy Pierścieni, ale teraz wracam do Hobbita razem z krasnoludami szukać skarbów pod Samotną Górą.

 

Wpis jest częścią akcji #52najlepszych, czyli próby obejrzenia 52 najlepszych filmów według Internet Movie Database. Pełna lista znajduje się tutaj.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s