Rok Hamiltona

Dziś napiszę o czymś o czym już wszyscy wiedzą. A mianowicie o Hamiltonie. Ale mam powód, a nawet dwa. Jeden to taki, że jeszcze o nim nie pisałam, a drugi to taki, że dziś musical świętuje rocznicę premiery na Broadwayu.

Chyba nie trzeba już nikomu przypominać, ze Hamilton to rapowany musical o życiu jednego z Ojców Założycieli, Aleksandrze Hamiltonie. Że jest zdobywcą wielu nagród w tym 11 Tony i Pulitzera. Że stworzył go Lin-Manuel Miranda, Amerykanin Puertorykańskiego pochodzenia. Że większość obsady stanowią People od Color. I że jest niezwykle popularny na całym świecie.
Jednak co sprawiło, że musical który teoretycznie nie miał szansy się wybić stał się taki popularny? Jak to się stało, że bastard, orphan, son of a whore and a
Scotsman stał się znany, że wciągnęliśmy się w historię powstania Ameryki?
Temat jaki podejmuje Hamilton jest bardzo daleko i jednocześnie bardzo blisko tego jak postrzegamy Broadway. Na pierwszy rzut oka opowieść o jednym z mniej znanych Ojców Założycieli wydaje się strasznie dziwnym pomysłem na musical, jednak gdy porówna się go z fabułą Book of Mormon, czyli musicalu o dwóch mormonach wysłanych na misję do Ugandy, Hamilton nie wydaje się aż tak dziwny. Wydaje się że obecnie Broadway jest bardzo pojemny i prawie każda nawet najdziwniejsza historia znajdzie tam swoje miejsce. Jednak Hamilton jest niesamowicie dobrze napisany tak w warstwie tekstowej i fabularnej. Tym co na pewno wyróżnia musical to muzyka. Rap idealnie nadaje się do przekazania historii Ameryki, jest bardzo amerykański, wpisany w kulturę. I jednocześnie dobrze wpasuje się w przedstawioną historię.
Poszczególne piosenki są strasznie wpadające w ucho i bardzo dobrze zaśpiewane. Jest w nich tyle symbolizmu, podwójnych znaczeń, nawiązań do historii i czasów współczesnych, że za każdym razem można odnaleźć w nich coś innego. Również pomaga w tym podwójny casting niektórych postaci co można znaleźć już w pierwszym utworze.
Fabuła również “daje radę”. Nie jest wiernym oddaniem historii, lecz jest jej dość wierna, prowadzi nas przez życie Alexandra ale nie przynudza i nie skupia się tylko na nim. Poznajemy siostry Schuyler, Aarona Burra i inne postaci, z których każda dostaje głos, każda może opowiedzieć swoją część historii.
I z tych wszystkich opowieści wyłania nam się postać Alexandra Hamiltona, imigranta, który ciężką pracą osiągnął wiele, ale przez niewyparzony język stracił jeszcze więcej. Poznajemy człowieka, który został zastrzelony, ale sam przygotował kulę, która go zabiła. Alexander jest z początku młokosem pragnącym zrobić coś wielkiego, nawet za cenę życia, który mówi co wie i czego nie wie, który pragnie zostać Kimś. Jednak gdy fabuła się rozwija Hamilton zmienia się staje się poważniejszy, uczy się słuchać poznaje meandry prawa i dyplomacji, jednak w ostatecznym rozrachunku stoi twardo za swoimi przekonaniami, nawet jeśli odrobinę się zmieniły (I am not throwing away my shot/ If I throw away my shot, is this how you’ll remember me?)
Poznając Hamiltona poznajemy też jego przeciwnika/przyjaciela/zabójcę, Aarona Burra. Nie jest on rysowany w samych czarnych barwach, ma motywację, która jest podobna do tej Alexandra. Chce stać się kimś wielkim, jednak dąży do tego w zupełnie inny sposób, jego filozofia to nie wychylaj się, swoje sekrety trzymaj przy sobie, a przeżyjesz. I Burr również się zmienia, staje się bardziej aktywny, już nie czeka na szanse, on je tworzy (You’re openly campaigning?). W pewien sposób Hamilton i Burr wymieniają się osobowościami, uczą się od siebie jednocześnie coraz bardziej oddalają się i stają się wrogami.
Jednak nie tylko oni są ważnymi postaciami. Angelica i Eliza Schuyler też odgrywają ważną rolę, są wsparciem moralnym, czy umysłowym Alexandra, nawet jeżeli ten nie chce słuchać ich rad.
Widać, że Lin-Manuel Mirand włożył niesamowicie dużo serca i pracy w tworzenie Hamiltona, że jest to dziecko geniuszu, i pasji. Jednocześnie sam Miranda wydaje się człowiekiem pełnym energii, chcącym poprawić innym humor, zrobić coś dobrego. Widać, że kocha robić to co robi i jestem przekonana, że jeszcze o nim usłyszymy.
A najlepsze jest to, że nie musimy jechać na Broadway, żeby się o tym wszystkim przekonać, wystarczy przesłuchać album, ponieważ w Hamiltonie prawie nie ma dialogów mówionych. Wystarczy mieć kawałek wyobraźni i compania stoi przed naszymi oczami. Oczywiście, najlepiej zobaczyć musical na żywo lub choćby retransmisję, ale na razie ta opcja jest prawie niedostępna, chyba że uda się dostać bilety na następny rok lub włamać się i wykraść niedawne oficjalne nagranie. Oba kroki są niesamowicie trudne lub kosztowne, ale ostatnio pojawił się BroadwayHD, więc jest nadzieja. A wiadomo, że ona umiera ostatnia.

I w pażdzierniku zaczyna się, i pewnie kończy, sprzedaż biletów na wystawienie na West Endzie na listopad 2017…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s