Najgorszy film świata. Krótko o The Room

Są filmy dobre, są filmy złe. Są filmy artystyczne, są filmy dla mas. Są filmy które zbierają same dobre oceny, są filmy które zbierają i dobre i złe oceny. Są też filmy, które zbierają same złe oceny. Jednym z tych filmów jest The Room Tommy’ego Wiseau. Okrzyknięty najgorszym filmem wszechczasów dramat postanowiłam obejrzeć. Bo jak dowiem się jakie filmy są dobre jeżeli nie będę wiedziała jakie filmy są złe.

 

 

 

The Room jest z założenia dramatem, historia trójkąta miłosnego między Johnnym Lisą i Markiem. A między tym pojawiają się różne wątki poboczne, jak choroba matki głównej bohaterki, zatargi z dealerami chłopaka z sąsiedztwa, czy tajemniczy klient Jonnyego.

Historia którą opowiada film jest prosta i znana. Dziewczyna nudzi się narzeczonym i postanawia go rzucić. Do tego miesza się w romans z jego najlepszym przyjacielem. Ile już historii tego typu widzieliśmy, setki, jeśli nie tysiące. Jednak o ile można to jakoś rozbudować, uatrakcyjnić znaną kliszę, to Wiseau tego nie robi. Jedynym uatrakcyjnieniem, jest właśnie dodanie wątków pobocznych, które jednak nie pomagają a tylko wydłużają sztucznie film. Jeżeliby wyciąć wszystkie wątki poboczne to została by tak około jedna piąta filmu. I nie zmieniłby się wydźwięk, ani fabuła.

Jednak nie tylko scenariuszowo The Room kuleje. Również źle jest jeżeli chodzi o aktorstwo. Niestety najgorzej wypada sam Wiseau w głównej roli. Powiedzmy sobie szczerze, to nie jest najlepsze aktorstwo świata, delikatnie mówiąc. Tu są problemy z mimiką, emocjami, głosem. Dubbing niektórych scen rzuca się w oczy, że bardziej nie może. Jednak dzięki takiemu wykonaniu pozostała część obsady nie wypada tak źle. Oczywiście tu też aktorstwo kuleje, jednak nie odstaje to za bardzo. Lisa jest po prostu denerwująca i nie widać żadnego powodu dla którego miałaby rzucać Jonnyego, a deklarowana przyjaźń między nim a Markiem jest tylko deklarowana. Chodź trzeba przyznać że Greg Sestero błyszczy w tej obsadzie.

Jednak mimo tylu wad, nie ogląda się tego źle, raczej z wielkim przymrużeniem oka i bananem na twarzy. Może nie jest to najlepszy film, ale też nie może byś polecany jako narzędzie tortur. Bardziej podpada pod kategorię “Tak zły, że aż dobry”. Bo właśnie złe aktorstwo sprawia, że śmiejemy się. Zły scenariusz pomaga nam dopowiedzieć sobie milion rzeczy, bawi nas coś co jest złe, bo my sami nie jesteśmy idealni, więc idealne rzeczy nudzą, a złe sprawiają że zaczynamy się śmiać, dyskutować, tworzyć. Oczywiście, nie działa to w każdym przypadku, więc kiedy znajdujemy coś tak ze że aż dobre cieszymy się tym bardziej. I ciekawostki są o wiele bardziej… ciekawe.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s