Kraków na Ulicy

Kraków jest miastem do którego zawsze z chęcią wracam i z wielkim żalem opuszczam. I tak było tym razem. Do Krakowa zawitałam, ponieważ odbywał się Festiwal Teatrów Ulicznych 29. Ulica. Jest to cykliczna, międzynarodowa, organizowana przez krakowski Teatr KTO impreza, w czasie której do miasta ściągają trupy teatralne z całego świata. W tym roku głównie europejskie, jednak znalazła się również reprezentacja Izraelska. I po raz kolejny Kraków nie zawiódł.

Miasto po raz kolejny zamieniło się w jeden wielki teatr na wolnym powietrzu z przedstawieniami na Rynkach Głównym  i Małym, Placach Szczepańskim i Podgrórskim oraz w Teatrze Zależnym i Muzeum Archeologicznym. Niesamowitym wrażeniem i przeżyciem jest obejrzenie przedstawienia w samym środku miasta, będąc otoczonym przez niesamowite zabytki, tysiące ludzi z całego świata i gołębie.
Wystawianie na wolnym powietrzu daje przewagę mobilności. Można stworzyć spektakl, który przemieszcza się po mieście, wykorzystuje architekturę i przestrzeń. Z tego skorzystała trupa Les Anthropologues z Francji w przedstawieniu Alice into the Streets, w którym razem z Alicją podróżujemy po Krainie Czarów nie opuszczając Krakowskich Plant. Jednak Antropologowie korzystali nie tylko z przestrzeni lecz również z mnogości języków. Przedstawienie w głównej mierze odbywało się po angielsko-francusku, z polsko włoskimi wstawkami. To i dekoracje nadawały klimat niezrozumienia, magiczności i dziwności Krainy Czarów, którą odkrywaliśmy razem z Alicją.
Kolejne z przedstawień  wykorzystujących przestrzeń była sztuka Teatru KTO Peregrinus, jednak nie miałam możliwości obejrzenia.
Niektóre sztuki sięgały do folkloru. Były to między innymi Remus gdańskiego Teatru Snów, opowiadający o historii bohatera powieści Aleksandra Majkowskiego „Życie i przygody Remusa” i Kukier Teartu Rondo czerpiący z słowiańskich mitów o zmianach pór roku.
O ile Krukier bardzo mi się podobał nie jestem pewna Remusa. Tutaj wychodzi moje nieobeznanie z teatrem i motywami, ale przyznam szczerze nie do końca je zrozumiałam. Został nam przedstawiony wstęp, jednak przedstawienie było bardzo kontekstowe i symboliczne, co nie zawsze pomaga w odbiorze.
Takiego problemu nie miałam z Krukierem. Może to zasługa kartek z zarysem mitu może po prostu odrobinę inna forma przedstawienia, jednak wybierając zdecydowanie przyznałabym palmę pierwszeństwa Teatrowi Rondo. W obu przedstawieniach jednym z „trików” było użycie szczudeł, ale gdzie w Remusie pojawiały się one do zaakcentowania ważności postaci, tam w Krukierze wszyscy ważniejsi bohaterowie wznosili się ponad tłumem. Aktor z Ronda zaliczył nawet upadek w tłum, lecz poza małym spadkiem zaufania do jego umiejętności nie przeszkodziło to w cieszeniu się spektaklem, co pokazuje, że nie zawsze wpadki szkodzą.
Również na pomyłki nie zwracało się uwagi przy pokazie akrobatyczno-żonglerskim grupy Compagnie Abozeta z Francji. Trupa złożona z młodych artystów nie przejmowała się upadkami i pomyłkami w pokazie „A Stick in the Street” i pokazała, że nie trzeba mieć wielu lat doświadczenia, żeby przyciągnąć i utrzymać uwagę niemałego tłumu.
Warszawski Teatr Pijana Sypialnia przybyła w tym roku z przedstawieniem Łojdyrydy będącym spojrzeniem i pewną diagnozą polskiej wsi oczami ludzi z miasta,jakim są artyści teatru. Po raz kolejny Pijana Sypialnia pokazała, ze ma wspaniałą obsadę i potrafi spojrzeć na świat dość sceptycznym okiem. I że Warszwa nie istnieje.
Najbardziej dziwacznym przestawieniem jakie widziałam w ten weekend byli Hultaje Teatru Porywaczy Ciał. Jest to pewnego rodzaju parodia kryzysu wieku średniego i tak zwanych „korposzczurków”, pracowników banków którzy w czasie przerwy postanawiają założyć gang hulajnogowy. Jednak tu fabuła się urywa i mamy bardzo improwizowany i nieskładny pokaz jazdy na hulajnodze i zabawy. Jedno co zostaje po tym przedstawieniu to powiedzenie, że „to jest moja przerwa w pracy, pracy w banku…”, i o ile lubię improwizację, to jednak w tym przypadku nie do końca się to sprawdza.

Zaczarował mnie występ czeskiego duetu The Trick Brothers zatytułowany Cyrk Świnek opowiadający o marzeniu świń o lataniu. Niezwykle ciekawie dobrana muzyka z suitą z Odysei Kosmicznej i powtarzającą się piosenką Those Magnificent Men in Their Flying Machines pozwoliła łatwo wyłapać o co chodzi, a wykorzystanie świnek pozwoliło na dopisanie sobie mnóstwa świńskich żartów, chodź pewnie Czesi nawet nie zdają się z tego sprawy.

To co najbardziej podobało mi się na festiwalu teatralnym to muzyka. Przestawienie grup Jashgawronsky Brothers i Duchamp Pilot będę wspominała chyba najlepiej.
Włoscy Bracia Jashgawronsky pochodzący z Armenii potrafią chyba ze wszystkiego zrobić instrument. I tak w występie Trash! widzieliśmy grę na szczotce od miotły (bas), kubłach na śmieci (drum kit), znaku uwaga śliska podłoga (skrzypce), wiadrach, pokrowcu (ukulele) i wiele innych, nawet na łyżkach i kapeluszach. Standardy w ich wykonaniu brzmią niesamowicie i strasznie zabawnie są zagrane scenicznie i muzycznie.
Z kolei Duchamp Pilot w Muare Experience nie tylko dali bardzo dobry koncert, z charyzmatycznym frontmanem, lecz pokazali grupę tańczącą w powietrzu, na podnośniku w charakterze kosmitów przybywających na ziemię z wielkiego UFO. Nawet wokalista odleciał, i to dosłownie. Niezwykła muzyka z niezwykłym pokazem to doskonałe zakończenie dnia.
Jednak zanim zaczarował nas Duchamp Pilot to mieliśmy jeszcze obejrzeć przedstawienie Teatru A Part pt. „Faust” na które jestem trochę zła. Właściwie jestem zła na program festiwalu, gdyż w tym roku otrzymaliśmy tylko program, bez opisu teatrów i przedstawień, a w krótkiej broszurce nie znalazła się informacja, że Faust zawiera sceny nagości. Była to o tyle ważna sprawa, gdyż w jednej ze scen aktorka dosłownie tarzała się na bruku w stroju Ewy. Może twórcy programu uznali, że o 22.00 dzieci nie pojawią się na przedstawieniu, jednak wśród tłumu dało się wypatrzeć kilkoro dzieci, nawet bez nadzoru. Mam nadzieję, że taka wpadka nie pojawi się na kolejnej edycji festiwalu, bo o ile nie mam nic przeciwko nagości w sztuce, to bardzo chciałabym zostać przed nią ostrzeżona, żeby móc przygotować się na nią.
Brak opisu w broszurce, nawet krótkiego to kolejna z rzeczy która trochę mnie zdziwiła i zmartwiła. Nie każdy chce kupować duży i niezbyt poręczny program, a nawet najkrótszy jest lepszy niż żaden.

Fajnie czasem obejrzeć przedstawienie, a jeszcze lepiej na wolnym powietrzu, więc jeżeli macie taką okazję, a jeszcze lepiej, jeżeli możecie połączyć spektakl ze zwiedzaniem pięknego miasta polecam koniecznie. Należy pamiętać, że nie zawsze największe sławy rodzą się pod światłami rampy, ale właśnie pod palącym słońcem i w porywistym wietrze ulicy. Z pewnością każdy znajdzie coś dla siebie, bo oferta teatrów ulicznych jest strasznie rozległa i nawet nie wiadomo co może nas zaczarować.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s