Mieszkając w kościele z Macbethem

Kiedy chce się zrobić dobry film na podstawie znanej sztuki, trzeba się bardzo wysilić. Niektórzy stawiają na zmianę miejsca akcji, genderswap bohaterów, albo całkowite odejście od tekstu zostawiając tylko kilka najważniejszych wątków. Twórcy Makbeta z Michaelem Fassbenderem postawili na dopracowanie do perfekcji warstwy wizualnej.

Bo Macbeth jest naprawdę pięknym filmem. Trochę jak z Panem Tadeuszem Wajdy. Każda scena może zostać przerobiona na obraz. Mamy bardzo dużo Szkockich krajobrazów, gry światłem, spowolnień czasu. Na przykład pierwsza bitwa i scena w której główny bohater zauważa wiedźmy (których mamy tutaj pięć, nie trzy) jest wspaniale nakręcona. Sceny szybkie, ukazujące dynamiczny atak przeplatają się z podobnie dynamicznymi ale w zwolnionym tempie, a gdy Makbet widzi wiedźmy  czas jakby się zatrzymywał. Makbet jest wtedy oddzielony od bitwy, jakby jego nie dotyczyła.

Ta pierwsza bitwa jest też utrzymana w tonacji zimnej, ekran tonie w niebieskim, szarym i czerni. Kontrastuje to z czerwono-pomarańczową bitwą finałową. Co tez ładnie spaja narrację. Przechodzimy od doskonałego rycerza, walczącego za ojczyznę i króla do mordercy, próbującego zachować już nie koronę a życie.
Takich scen jest więcej. Widać,  że głównym celem było stworzenie jak najlepiej wyglądającego filmu. I wykonali to w 96% A co z pozostałymi 4%? Niestety w wielu scenach pojawia się trzęsąca kamera. I przynajmniej moim zdaniem to bardzo przeszkadza. Bo nie można skupić się na obrazie. Ale to chyba jedyne zastrzeżenie co do warstwy wizualnej.
Ale nie tylko obraz liczy się w filmie.  Uwielbiam Michaela Fassbendera,  ale nie urzekł mnie jako Makbet. Nie licząc dwóch szaleńczych uśmiechów pod koniec filmu jego twarz nie zmienia wyrazu. Ciągle ma twarz pod tytułem „jaki to że mnie biedny król, wszyscy chcą mnie zabić”. Między nim i jego żoną nie ma nic chemii. Tak jakby nie było małżeństwem, tylko obcymi którzy przypadkiem mieszkają w tym samym domu (choć tu wygląda jakby mieszkali w kościele). Reszta obsady też sprawuje się nie najlepiej. Chyba najbardziej podobał mi się Duncan, mimo jego krótkiego występu.
Ten film wygląda jakby reżyser poszedł spać i wszystko zostawił w rękach reżysera zdjęć. I to widać, bo już od początku mamy już nie narrację, ale serię połączonych ze sobą pięknych scen, a szkoda, bo film zrealizowany z takim rozmachem zasługuje na więcej. Widać to tym bardziej porównując do Hamleta. Jasne to jest całkowicie inna historia, ale pokazuje, że Shakespeare nie potrzebuje efektownego wyglądu, a tylko dobre aktorstwo i dobrego reżysera, który pomysł na sztukę.

Jeszcze chcę dodać, że film obejrzałam w przemiłym Kinie Kosmos w Katowicach. Naprawdę, jeżeli nie chcecie wydać fortuny na bilety i lubicie mieć relatywnie pustą salę to bardzo zapraszam do kin studyjnych. Naprawdę warto

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s