Hamlet w budzie z popcornem

Przyznam się do czegoś, ale nikomu o tym nie mówcie, dobra? Jestem niedouczona jeżeli chodzi o kulturę. Czasem myślę, że wiem o niej dużo, ale to tylko jakieś losowe skrawki wiedzy. Więc, żeby nabrać trochę obycia wybrałam się na przedstawienie. No dobra, poszłam na Hamleta ze względu na Benedicta Cumberbatcha, ale to już coś. I wiecie co? Nie żałuję niczego.


Spektakl wyemitowany na żywo 15 listopada i dziś pierwszy raz retransmitowany w kinach w ramach National Theatre Live, jest naprawdę dobry. Nawet dla kogoś, kto nie chodzi zwykle do teatru, nie zna tekstu dramaty na pamięć, albo przeczytał tylko kilka scen.
Dzięki dystrybucji w kinach odpada nam stres związany z całą otoczką teatru. Oczywiście może to przeszkadzać, ludziom którzy lubią chodzić do teatru, ale moim zdaniem jest genialnym pomysłem na zachęcenie do tego. Znamy sposób w jaki jest nam dzieło podawane, nie musimy się martwić tym, że trzeba się elegancko wystroić, martwić się wysoką ceną biletu. Poza tym to, że przedstawienie jest nagrane i zmontowane pomaga się skupić na oglądaniu, a nie na myśleniu, gdzie trzeba patrzeć, o co chodzi. Oczywiście ktoś powie, że to daje nam ogląd tylko tego co reżyser transmisji chciał nam pokazać. Jednak po kilku takich wyjściach do teatro-kina będziemy wiedzieć co może być ważne, zauważymy pewne rzeczy, które mogą później pomóc w odbiorze przedstawienia na żywo, w teatrze.
Cena biletu na transmisję jest też niższa niż wyjazd do Londynu na przedstawienie, ale często też niższa niż bilet na przedstawienie w teatrze w mieście.
Niech o genialności tego sposobu zachęcenia do teatru będzie świadczyć to, że wracając do domu tęsknię spojrzałam na budynek Teatru Śląskiego, z myślą że chętnie zobaczyłabym tam jakąś sztukę.
O samym przedstawieniu. Bardzo podobało mi się. Jak już pisałam, nie przeczytałam Hamleta do końca, ale myślę że zrozumiałam większość, a przynajmniej to co miałam.
Opiszę więc wrażenia tylko na podstawie obejrzanego przedstawienia.
Po pierwsze obsada.
Hamlet Benedicta C. jest księciem z problemem. I jednocześnie mimo całego swego szaleństwa w pierwszym akcie w drugim wydaje się być najbardziej normalną osobą na dworze duńskim. Ben idealnie pokazał jak książę balansuje między nastrojami. Euforyczne szaleństwo zmienia się w depresyjne w mgnieniu oka. W jednej chwili mamy Hamleta pogrywającego z Poloniusza, żeby zaraz usłyszeć to słynne „Być albo nie być”. I nie jest w tym ani trochę głupi. Jest arogancki, ale nie głupi.
Jednak jeden Benedict nie starczy za całą obsadę. Ale ta też była u szczytu swej formy. Szczególnie dobra była Sian Brooke jako Ophelia, zwłaszcza w drugim akcie gdzie jakby przejmowała szaleństwo Hamleta. Wspaniały też był Poloniusz w wykonaniu Jima Nortona. Aż chciałoby się wysłuchać wszystkich jego dziwacznych opowieści i inspiracyjnych myśli.
Jedyną osobą która mi nie pasowała był Horatio Leo Billa. Rola też była dobrze zagrana, i trudno mi wskazać dlaczego, ale po prostu nie wpasował się w tę wizję.
Po drogie treść. Widać, że szacunek do tekstu nie zginął jeszcze w teatrze. Oczywiście jako że jedynym stażystą jest Shakespeare treść wypowiedzi postaci nie zmieni się, jednak jest jeszcze wiele zmiennych które tworzą to przedstawienie wyjątkowym. Reżyser zdecydowała, o przeniesieniu akcji do lat na oko 20 XX wieku,jednak nie wpływa to wcale na treść, może poza tym, że Ofelia robi zdjęcia a Hamlet słucha muzyki na adapterze. Pokazuje to jak uniwersalny jest to tekst. Również w sferze emocji i psychologii postaci. Hamlet jest tak samo zdewastowany po śmierci ojca w XIX, XX wieku jak byłby w XXII. Również w każdej epoce znajdą się postacie chcące zgarnąć co nie swoje podstępem lub zbrodnią. Choroby psychiczne, mimo większego ich poznania w obecnych czasach są tak samo niszczące dla chorego jak niezrozumiałe dla otoczenia. I chyba to czyni ten tekst jednym z najczęściej wystawianych przedstawień świata.
Po trzecie wizualność. Wiadomo, że w teatrze nie mamy szansy obejrzeć wielu lokacji a jeżeli nawet to musimy uruchomić wyobraźnię Ale Hamlet doskonale wykorzystuje światła żeby przemienić zamkową salę w cmentarz, obóz wioska norweskiego, a nawet zamkowy dziedziniec. Również dekoracja wyznacza nam zmianę tonu opowieści. W pierwszym akcie mamy głównie jasno oświetlone wnętrza pałacu, podczas gdy drugi to brud na podłodze i wszechogarniające ciemności. Tak samo w akcji na początku mamy w większości sceny humorystyczne, pokazujące szaleństwo Hamleta jako zabawę, żart na świat. Jednak gdy światła przygasają wiemy że to tylko maska, pod którą chowa się chęć zemsty na bratobójco-kazirodczym królu. W drugim akcie ciemność jest obecna dużo bardziej. I rozjaśnia ją obecność żartującego grabarza, jednak nie na tyle by rozjaśnić scenę. Przypomina ty trochę Ying i Yang, gdzie w jednym jest odrobina drugiego zachowująca równowagę. Tak tutaj humor balansuje chęć mordu i odwrotnie.

I taki właśnie jest ta sztuka. Wszystkie elementy składają się w idealną całość, dostarczając nie tylko rozrywki ale również pokazując, że teatr nie jest nudny, a tekst Shakespeare’a przestarzałe. Bo dotykają naszych codziennych problemów jednocześnie udając ze tak nie jest, bo ile osób cierpiących z powodu śmierci bliskiej osoby a ile z powodu tego że nasz wujek ożenił się z naszą matką.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s